Pomidory. Przepis na keczup.

Zapragnęłam keczupu. I jak standardowa pani domu, zamiast do sklepu, to ja do warzywniaka po 4 kg pomidorów. Myślę sobie, zrobię, poczuję smak zwycięstwa, a w zimie zjem. Wiem, oddalone spełnienie pragnienia, ale skoro pomidory po niecałe 2 zł – żal nie brać.

Cztery kilo obranych ze skóry pomidorów później już wiedziałam, że robienie tego bez rękawiczek, a ze świeżo malniętymi hybrydami na paznokciach – noż ku.wa ten keczup musi smakować, bo inaczej…!

Na szczęście przypomniałam sobie o otwartej butelce wina w lodówce. Ach te upały! Skończyły się, ale wino dalej smakuje. Jeszcze cebula i czosnek i można siąść do komputera. Się zagotuje.

Się wykipiało nawet, nie tylko co! Trudno, straty w materiale być muszą, doleję wina. Komputer. Godzinę później w końcu przeczytałam przepis i przygotowałam przyprawy. Nawet dumna z siebie rozdrobniłam w moździerzu goździki, żeby mieć drobne, po czym potknęłam się o torebkę świeżo ku.wa kupionych goździków mielonych. Wiedziałam, że wrzucanie tego luzem do torebki to będzie zły pomysł. Ale spokojnie, ziela angielskiego mielonego nie mieli w sklepie, więc moje rzucanie moździerzem po kuchni było potrzebne. Myślę, że kawałki strzelającego ziela będę znajdować jeszcze długo.

Jak już wrzuciłam przyprawy i wlałam sobie kolejny kieliszek – wróciłam do komputera. Wtem – myśl wieczoru – zagotować i przelać do słoiczków. Jakich ku.wa słoiczków? Gdzie są słoiki??

Znalazłam. Pokrywki też. Umyłam z rocznego kurzu, gipsu, trocin (mówiłam o remoncie?), wytarła. Dolałam wina. Niechcący się zorientowałam, że małe przecierowe słoiczki nie dadzą się napełnić chochlą od zupy.

A, przecież miałam go trochę podrasować i zblendować. To „ble” w blendowaniu mi się wyjątkowo nie podoba, tak jak wytryśnięty na ścianę ciemny, bo ja wiem, burgund? A to tylko pomidory z przyprawami! Szlag, zanim domyłam świeżo malowaną ścianę – znowu zaczęło kipieć. Muszę dolać wina.

Szukam lejka. Większego lejka. Leja! Rany, muszę dolać wina! I patyczka od szaszłyków – bo keczup nie przejdzie. Leć maleńki!! Leeeeć!!!

Jeszcze zakręcić.

Odstawić do góry dnem. Dolać wina. Umyć kuchenkę, blat, ścianę (znowu?? jak??), podłogę, rondel lekko przypalony, szafkę od zlewu. Odczekać ze 2 miesiące i spożywać ze smakiem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s