Bukiet panny młodej

stoi przede mną w wazonie. przytargany z wesela.
owszem, pierwszy raz w życiu złapałam… bukiet.
kwiatki całkiem ładne, pachną, róże w końcu.
no nie do końca złapałam…
jak już pierwszy raz w życiu, to z przytupem, więc bukiet został mi… wręczony osobiście przez uśmiechniętą pannę młodą ( w praktyce już żonę).
bo znak czasów (chyba) jest taki, że na weselu (małym, tylko w gronie dorosłych), byłam jedyną oficjalną cywilną panną (jeszcze młodą na dodatek).
czy to znaczy, że trzeba jednak poważnie pomyśleć o temacie ślubu?

czy naprawdę uważam, że nie trzeba? i że powinnam przyjąć propozycję zmiany życiowej, zaproponowaną przez towarzysza życia? jak najbardziej dobranego i sprawdzonego, tu się zgodzę.
i nie powinnam odwoływać imprezy siedząc grzecznie na krzesełku przed zszokowanym księdzem?

to jak to było, w ciągu roku od złapania??

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s