Samotny liść mięty

pływa w drinku…
siedzę na końcu portu, w ostatniej osadzie, za kolejnym zaliczonym barankiem. knajpa na końcu świata, pośród oceanu. na kuńcu prawie jak korytarza – w szczecinie. tylko tutaj więcej niebieskiego oceanu, lód trzaska w gorącym słońcu – mojito dalej zimne.
zostanie moim ulubionym kanaryjskim drinkiem. za każdym razem smakuje inaczej, ewidentna wina lokali, czasem brakuje cukru, czasem z mięty sypie się piach.
pewnie importowany, jak każdy tutaj.
podobnie jak ja, gdyby nie samotne wieczory, wyspa byłaby całkiem dobrym miejscem do życia. tak jak dla kotów, których – włóczących się bez celu lub wylegujących w słońcu – jest całkiem sporo.
niby bezpańskie, a ciągle dokarmiane.
w domu by się jeden przydał, za kanapa kolejny wywrócony karaluch. nie dycha. może padł z gorąca, które odczuwam, jak tylko udaje mi się wyjść z biura.
w końcu więc dotarłam na koniec świata i zamówiłam. czuję się jak dorosła. samotna señorita w knajpie.

atak pierwszy – kelnera – odbity.
myśli płyną leniwie, wieczór, dalej gorąco…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s