Nie chciałam go skrzywdzić…

znowu skrupiło się na mnie. że za gwałtowna byłam, za ostra.
a przecież nie chciałam.
wszystko było jak należy, zamknięci we dwoje w pokoju, zapaliłam nawet światło, ponoć to lubią. nie wykonywałam żadnych gwałtownych ruchów, wszystko… bo ja wiem… jak według instrukcji…
ba, nawet na kolana padłam, żeby czuł się lepiej, żeby nie było, że ja jestem panią sytuacji, która go wykorzystuje.
i co? było miło przez parę minut, współpraca wyglądała na udaną. nie wykonywał kompletnie żadnych dziwnych ruchów ani nie wydawał niepokojących dźwięków. to skąd miałam się domyślić, że coś jest nie tak?
przecież już wiele razy tak robiliśmy i nigdy nic przykrego się nie stało.
a on nie wytrzymał. nagle przestał się cieszyć z tej przyjemności (przynajmniej dla mnie).
po prostu… się spalił…
właściwie się stopił. przestał działać. nie wiem, czy da się go uratować.

durny odkurzacz!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s