Romantycznie

więc zakupy, nic wielkiego, spacer do najbliższego sklepu i rynku. codzienne shoppingowanie.
sklepy społemowskie zajmują najwyższą lokatę w moim prywatnym rankingu miejsc, w których wydaję pieniądze. przede wszystkim są duże i można się powłóczyć po alejkach. są świeże i nigdy nie trafiłam na trefny towar po dacie. i zawsze wiadomo, jaki humor mają panie ekspedientki, widać to pierwszy rzut oka. czasem nawet po zapleczu przemknie pani kierowniczka z petem w zębach. i wbrew pozorom tanio, nie wiem, jak oni to robią, ale zawsze rachunek zaskakuje mnie pozytywnie. po prostu społem ma urok i jestem wierną fanatyczką takowych.
a rynek? świeżo, kolorowo i zawsze za drogo.
jak już targałam siatę zakupów ze sklepu społem spadł deszcz. nie to, że tusz spływa, bułka na wierzchu w torbie, więc ratunku! upchałam ją głębiej i dotarła żywa do domu. to był pierwszy naprawdę ciepły letni deszcz, aż przyjemnie się szło. w sandałach, więc chlupiąco. ale wleciało, wyleciało i już. romantycznie z przebłyskami słońca.
na rynku z kolei nie wszyscy mają zadaszenie. a owoce mokną.
pół kilo czereśni i kilogram truskawek. w siatę ekologiczną i na ramię. i w połowie drogi do domu zaczęło się robić kolorowo na maksa. otóż mokre plus przyciśnięte plus przytulone do mojego boku, zrobiło się nawet bardzo wilgotno.
jak już to dostrzegłam – romantyczny urok spaceru w deszczu nieco przygasł.
i jak mam teraz wywabić truskawkowo-czereśniową zupę z dżinsów?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s