Działo się działo

przerwa techniczna nastąpiła była, częściowo z wyboru, w większości jednak z musu, na sto osób nikt nie miał komputera. wyjechana byłam. właściwie byliśmy. weekend spędzony z dala od domu powoduje, że domu nie poznajesz po powrocie, następuje gwałtowne upowszechnienie stanu wstawionego w organizmie i jeszcze okazuje się, że masz głowę pełną nowych nauk, doświadczeń i uwag. a miało być relaksująco, no…

do relaksu nie można zaliczyć 6km na rozlatującym się rowerze. w dwie strony co prawda, ale tyłek do dziś pokutuje. dziury były, peleton się rozciągał z racji spadających łańcuchów, ewentualnie braku przednich hamulców lub, co jeszcze powszechniejsze, opadania siodełek.

gimnastyki wymagało siedzenie przy ognisku, opędzanie się od komarów i meszek, a na dodatek pilnowanie spadających z kija kiełbasek. oraz poszukiwanie w ciemności keczupu, bo spadł pod jakąś ławkę.

żaden relaks na łódce, trzeba było wiosłować, by przepłynąć kawał drogi, co by rzecz pewną załatwić. w sumie kawał jeziora, ale na jedno wyszło. elementy grozy gdy trzy osoby patrząc na dno przechylają się w jedną i tę samą stronę, a burta obniża się niebezpiecznie. wiadomo co dalej. zero spokoju.

mówiłam już o siadaniu w plamie musztardy? polecam.
a o wariatach?
wariat zwykle bywa niegroźny, jednak powoduje wzmożone bicie serca w godzinach nocnych, gdy człek jeszcze zaspany, albo jeszcze nie zaśnięty. wariat taki z wrzaskiem wpada o czwartej rano i powiadamia cię tonem nieznoszącym sprzeciwu, że oto nastała cisza nocna.
gdyby nie to, nie wiedziałabym.

po omacku wariat taki przepycha się z innym wariatem, bo okazuje się, że drzwi są za wąskie. potem te drzwi się nie domykają, światłość dnia nastaje, drzwi trzaskają, wpada następna ekipa i w sumie sąsiedzi z góry przegrywają ze swoim hałasem na całej linii. już chcesz wrócić do domu, ale to dopiero połowa weekendu i musisz się relaksować dalej.
czy tak wygląda jazda bez trzymanki?

bezcenny widok – twarz sprzedawcy alkoholu tuż przed północą, gdy na ladzie przed nim ląduję ja, a ze mną 10 karteczek z zamówieniami. sprzedawca poddał się momentalnie, gdy usłyszał, że każda karteczka oznacza osobny rachunek i osobne wydanie reszty. i osobną reklamówkę.

i nic się nie wylało!

po mile spędzonym czasie należy się jeszcze więcej czasu na odpoczynek. po prostu spać i nie słuchać świata. absolutnie nie pozwolić dojść świadomości do głosu. nie budzić się przez tydzień. aha, zjeść coś…

a poza tym było rewelacyjnie i jeszcze tam wrócimy!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s