Tylko spokój

balsamy dalej idą, tonami. teraz dla odmiany breja o zapachu cytrusów, ponoć orzeźwiająca. nie czuję orzeźwienia – spokojnie idę spać. spokojnie w ogóle egzystuję sobie w świecie absurdów, nic innego nie da rady.
 
nawet jak się jedzie na ważne spotkanie, na ostatnią chwilę, bo prowadzi mężczyzna. gdyby kobieta, to jasne, relaks i odprężenie. ale mężczyzna? trzysta tysięcy rzeczy do zrobienia przed wyjściem, a na koniec szukanie kluczyków, które przed chwilą gdzieś tu… albo tu… nie, jeszcze sprawdzę tam…

a jak już dwa skrzyżowania zostały do celu, to właśnie silnik padł. szkoda, że nie na środku krzyżówki, byłoby weselej. przez całą drogę rozwiązuję własną krzyżówkę, taką z gazety codziennej. nawet gruchot rzęcha nie jest w stanie mi przeszkodzić. nawet czekanie na kolejne auto, holowanie, przesiadka, przeładunek towaru, dwukrotny powrót do rzęcha po zapomniane rzeczy, bez których następne godziny będą nie-do-życia.
zachowuję spokój. i co? spojrzenie warte tysięcy i pełen podziw – ty się nawet nie zdenerwowałaś!
 a po co?
spokój należy zachować nawet wtedy, gdy patrząc na zegarek biega się pomiędzy sześcioma osobami po dwanaście kolejnych podpisów, z których każdy kolejny oddala nas od celu. zwłaszcza, że opinie towarzyszące podpisom są z przeciwległych biegunów.
spokój ukoronowany, gdy w momencie histerii słyszy się hasło pani dowodzącej – potrzebujecie tyle tysięcy? tylko? proszę! cóż to jest wobec wieczności!
nie tylko ja wierzę w siłę spokoju.

– a gdzie jest moja miseczka? łyżeczka? nóż? – tam gdzie zwykle. – ale dlaczego nie na swoim miejscu? – przecież jest na miejscu. – to leżało tam!
i wytłumacz mężczyźnie, że ta bądź to leży tu i tu już od roku. w dokładnie tej szufladzie, bo innej nie ma. i przypomnij, że od roku nie używał tej bądź tego. nie da rady. będzie pamiętał tylko o tym, że kiedyś coś położył i zniknęło.
pozostaje tylko usiąść.
 
siadam zawsze, jak wracam po coś do domu. zapomniałam, wracam, siadam przed ponownym wyjściem. taki mały trik na szczęście. nie wiem czy działa, bo nie zdarzyło mi się nie usiąść. niegroźne, praktykowane przez wielu, szkody nie czyni.

ale najpiękniej, gdy jednak jedzie się tym samochodem z mężczyzną i się jedzie, noc, ciemno dookoła, zapadłe dziury wokół, psa nie uświadczysz, a do domu daleko. mężczyzna ma osobliwe podejście do szczęścia. nagle na drogę wyskakuje kot. patrzy, przyczaja się i bieegieem przez całą szerokość jezdni tuż przed maską. nie reagujesz. nagle słyszysz kułwa i gwałtowne hamowanie. nie reagujesz, wiesz o co chodzi. ten kot zdążył uciec. ale! ten kot ośmielił się być cały czarny! i przeciął drogę! nie ma szans na dalszą jazdę!
ktoś musi przejechać przed nami, żeby zdjąć urok.
 
nie reagujesz, podziwiasz odbicie w szybie, bo za ciemno, by oglądać świat. mija 5 minut, 10, po 15. zaczynasz wzdychać, mamrotanie niewskazane, nikomu nie chce się biec za samochodem.
gdy mija 45 minut na wiejskiej drodze i w końcu jakiś nocny rajdowiec mija nas zabierając urok, nie jesteś w stanie nawet wydusić z siebie słowa. za to masz jakieś 12 tysięcy pomysłów na uśmiercenie kierowcy.

na dalszym etapie podróż odbyła się już bez żadnych zwierząt.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s